Szkic do portretu księdza kardynała Kazimierza Świątka

mgr lic. Stanisław Królak

Pasterz
Szkic do portretu księdza kardynała Kazimierza Świątka

Ekscelencje, Magnificencje, Księża Profesorowie, Przewielebni Kapłani i Siostry Zakonne, studenci Międzydiecezjalnego Wyższego Seminarium Duchownego św. Tomasza z Akwinu, Szanowni Państwo!
Wielki to zaszczyt zabierać głos w tych historycznych murach w czasie inauguracji roku akademickiego. Serdecznie dziękuję Jego Magnificencji za zaproszenie. Zarazem czuję się onieśmielony, że mam mówić na temat osoby, z którą większość zgromadzonych miała okazję pracować na co dzień przez wiele lat. Mam jednak nadzieję, że moje wystąpienie, które będzie miało charakter osobistych refleksji zbudowanych na bazie moich spotkań ze Śp. Ks. Kard. Świątkiem i Jego dziełami okaże się pożyteczne.
Moje zainteresowania sytuacją Kościoła w Związku Sowieckim sięgają początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. W 1980 roku miałem okazję rozmawiać w Moskwie z księdzem Stanisławem Możejko, proboszczem parafii św. Ludwika. Od początku lat dziewięćdziesiątych dość uważnie śledziłem przemiany zachodzące na Białorusi i odradzanie się Kościoła. Mianowanie biskupa Tadeusza Kondrusiewicza, a później abpa Kazimierza Świątka i bpa Aleksandra Kaszkiewicza, a zwłaszcza utworzenie metropolii obejmującej swym zasięgiem całą Białoruś przyjąłem wówczas jako wyzwanie rzucone przez Jana Pawła II systemowi sowieckiemu, który choć osłabiony wywoływał nadal lęk na Zachodzie. Decyzja papieża nie była dla mnie zaskoczeniem, ale właśnie wyzwaniem, bo pamiętałem doskonale pierwszą wizytę papieża w Polsce w 1979 roku, gdy w Gnieźnie przypomniał Polakom i światu, że na Wschodzie są cierpiący chrześcijanie. Nie wymienił wówczas żadnego kraju, ale wiedzieliśmy, że upomina się o narody zniewolone przez system sowiecki, gdy mówił: „Czyż Chrystus tego nie chce, czyż Duch Święty tego nie rozrządza, ażeby ten papież, który nosi w swojej duszy szczególnie wyrazisty zapis dziejów własnego narodu od samego początku, ale także i dziejów pobratymczych, sąsiednich ludów i narodów, na sposób szczególny nie ujawnił i nie potwierdził ich obecności w Kościele. Ich szczególnego wkładu w dzieje chrześcijaństwa. (..) Ten papież – świadek Chrystusa, miłośnik Jego Krzyża i Zmartwychwstania, przychodzi dziś na to miejsce, aby dać świadectwo Chrystusowi żyjącemu w duszy jego własnego narodu, Chrystusowi żyjącemu w duszach narodów, które kiedyś przyjęły Go, jako Drogę, Prawdę i Życie (por. J. 14, 6). Przychodzi więc wasz rodak, papież, aby wobec całego Kościoła, Europy i świata mówić o tych często zapomnianych narodach i ludach. Przychodzi wołać wołaniem wielkim ”.
Przyznaję, że na katolików i Kościół na Białorusi patrzyłem wówczas trochę, jak na coś egzotycznego: pustynia duchowa, ruina materialna, i biedne, nieliczne staruszki w nielicznych kościołach. I do tego dwóch biskupów, z których jeden, to zmęczony życiem staruszek. Biskupa grodzieńskiego miałem okazję spotkać, gdy był proboszczem w Wilnie – do proboszcza w Pińsku nigdy nie dotarłem.
Pod koniec lat dziewięćdziesiątych powstał projekt zrealizowania kilkuodcinkowego filmu o Janie Pawle II. Założenie było takie, że mieli o nim mówić hierarchowie z różnych krajów i światowej rangi politycy. Film był dziełem zespołowym, a ja byłem jednym z jego twórców. Poprosiliśmy o wypowiedź księdza kardynała Świątka. Przyjechaliśmy do Pińska. Przygotowaliśmy plan filmowy, przyszedł Ksiądz. Kardynał, miał mało czasu, trochę się niecierpliwił, ale odpowiedział na pytania, pożegnał się, poszedł. Czułem dyskomfort, bo dla mnie to spotkanie, z zawodowego, filmowego, punktu widzenia nie było udane. Tak czasem bywa. Ale Ksiądz Kardynał od razu wywarł na mnie ogromne wrażenie. Natychmiast porównałem Go do Wielkiego Księcia Kościoła w Polsce – Księdza Kardynała Wyszyńskiego. Zdumiała mnie żywotność i energia emanująca z – jak się spodziewałem – schorowanego staruszka. Już w drodze z Pińska do Polski powiedziałem, że muszę tu wrócić i zrobić film o księdzu Kazimierzu Świątku. Wróciłem i film powstał, chociaż wcale nie było to proste: nie łatwo było przekonać telewizję do sfinansowania filmu, a jeszcze trudniej Księdza Kardynała, by zechciał w nim wystąpić. Przez wiele miesięcy przekonywałem Eminencję, aż wreszcie zgodził się. Może miał już dość mojej natarczywości.
Przyjechałem do Pińska. Teraz spotkanie z Księdzem Kardynałem było już zupełnie inne, choć nie zdążyłem na umówiony termin. Problemy z przekroczeniem granicy – nie mam tu czasu na opowiadanie o tym, a to naprawdę smakowita historia i białoruscy celnicy zyskali wówczas moją sympatię – otóż, problemy na granicy spowodowały, że straciliśmy cały dzień zdjęciowy. Dlatego z ks. Kardynałem spotkałem się dopiero następnego dnia w zakrystii katedry w Pińsku, w Boże Ciało po Mszy świętej. W czasie tego pobytu spotkałem się i rozmawiałem z Księdzem Kardynałem kilkakrotnie. Ksiądz Kardynał wzruszył mnie wówczas troską o mnie i ekipę filmową. Pamiętam, jak się niepokoił i jak serdecznie nas przywitał w Baranowiczach, gdzie znowu spóźniliśmy się na spotkanie, bo wybraliśmy się tam przez Łuniniec. A później w kolejnych latach przy różnych okazjach i w czasie specjalnych moich przyjazdów do Pińska zawsze miałem zaszczyt być przez Niego przyjmowany i zwykle długo rozmawialiśmy. Tematy rozmów były szerokie – od Jego dzieciństwa, po przyszłość Kościoła na Białorusi po Jego odejściu.
Tym co zrobiło na mnie od początku olbrzymie wrażenie była bezpośredniość i otwartość Księdza Kardynała w spotkaniach ze mną. Nigdy w Polsce, żaden hierarcha, prezydent, premier czy minister, z którymi z racji wykonywanego zawodu miałem okazję rozmawiać, nie był tak otwarty na drugiego człowieka. Ksiądz Kardynał był księciem Kościoła katolickiego, ale zarazem pozostał sobą, proboszczem z Pińska, który z babiną czy starcem pogawędzi na ulicy, albo zaprosi dzieciaki, by usiadły w stallalch kanonickich w katedrze. Koszenie chwastów na cmentarzu też nie uwłaczałoby jego kardynalskiej godności. Był Kardynałem i zarazem Proboszczem z Ars.
Jeden z wybitnych hierarchów europejskiego Kościoła, w rozmowie ze mną powiedział, że Metropolita Białorusi mieszkał jak abnegat. Wiem, że współpracowników Księdza Kardynała bardzo denerwowało, że nie chciał przenieść się z pałacu na Szewczenki do pałacu na Lenina. Ale On nie mógł tego zrobić, bo musiałby złamać siebie. Mówił mi: „Ja te mieszkania w Pińsku i Mińsku przygotowałem dla swoich następców, nie dla siebie. Po tym co ja przeszedłem, czułbym się w tych pałacach źle. Ja codziennie dziękuję Bogu, że od tylu lat mam ten kąt u dobrych ludzi, którym będę zobowiązany do końca życia, że mogłem tu mieszkać i pracować. Tu czuję się najlepiej. A gdybym teraz na starość miał jakieś dodatkowe wymagania, to byłby to grzech śmiertelny wobec Boga i wobec ludzi”. Słyszałem opinie, że przez swój upór przyspieszył swoją śmierć. Być może tak było z naszego punktu widzenia, ale On naprawdę wierzył w Bożą Opatrzność i w to, że Bóg jest panem życia. I do końca chciał pozostać sobą.
Wiele można mówić o posłudze biskupiej Księdza Kardynała. Podzielę się kilkoma refleksjami. Gdy rozmawialiśmy o uroczystościach i wizytacjach biskupich, zwłaszcza pierwszych, które były w istocie spotkaniami z wiernymi, to Ksiądz Kardynał najbardziej był poruszony wówczas, gdy wspominał te spotkania. Oto na przykład opowiadał mi o wizytacji w jakiejś wiosce, gdzie nie było jeszcze kościoła i Msze św. sprawowane były w domu i wierni zebrali się w tej chacie i mówili do Niego Księże Proboszczu i opowiadali: „Proszę księdza proboszcza to jest nasz kościół. A dowodem na to jest ten krzyż. Bo mieliśmy tu kościół, ale został kompletnie zniszczony - do fundamentów. Jednak nam udało się ochronić ten krzyżyk. I my w tej chacie ten krzyżyk stawiamy i uważamy, że to nasz kościół.” – Cudowne, nie? – mówił do mnie rozpromieniony. „ A jakaś kobieta – kontynuował – pokazuje zdjęcie ślubne. Ona w białej sukni, on w jakimś garniturze. – To jest nasze zdjęcie ze ślubu, który braliśmy jeszcze w naszym kościele. Mąż nie żyje. Chciałam księdzu to zdjęcie pokazać. – To są cudowne rzeczy. Takich historii, takich spotkań w czasie wizytacji miałem masę” . To są drobiazgi – może ktoś powiedzieć – wspomnienia starego człowieka. Nie, bo te drobiazgi odczytane w wymiarze teologicznym prowadzą do Ewangelii, więcej mówią o Pasterzu niż traktat teologiczny. Chrystus mówi, że „dobry pasterz zna swe owce”. Ale co to znaczy? Co znaczyło dwa tysiące lat temu i co znaczy dzisiaj? Znaczy, między innymi to, że dobry pasterz nie tylko owce uczy z wysokości katedry, przewodniczy liturgii i błogosławi, ale też słucha owiec i żyje ich troskami – tak jak ojciec. Już w starożytnej tradycji chrześcijańskiej biskup przedstawiany był jako obraz Ojca. Przypomniał o tym Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej „Pastores gregis” i zauważył, że każdy biskup ma „obowiązek darzenia świętego Ludu Bożego troską przepełnioną ojcowską miłością” .
Tak, Ksiądz Kardynał był ojcem swego ludu. I wielokrotnie, przy różnych okazjach, podkreślał rolę świeckich w przetrwaniu katolicyzmu na Białorusi.
Chcę zwrócić uwagę na pewien charakterystyczny rys posługi pasterskiej Księdza Kardynała. Otóż, moim zdaniem, jako biskup stosował On tę samą zasadę, którą przyjął, jako proboszcz piński, a którą mi przedstawił, gdy wspominał spotkanie z pewnym prałatem z Polski, który uważał, że proboszcz piński z nonszalancją odnosi się do prawa kanonicznego. „Odpowiedziałem mu: - Proszę księdza prałata, u mnie się tak szczęśliwie złożyło, że jak ja tu przyjechałem, jak zostałem proboszczem, to tu w tych rzucanych przez sowietów cięgach odnalazłem prawo kanoniczne. Przyjechałem, popatrzyłem, pomyślałem, pomodliłem się przed tabernakulum i odnalazłem prawo kanoniczne. I tak je schowałem, żebym nie mógł tego prawa odnaleźć, bo będzie mi przeszkadzać w mojej pracy. – Jak tak można! Bez kodeksu?! Czym się więc ksiądz kieruje? – Księże prałacie, o tam na biurku leży mój drogowskaz. Ewangelia. To u mnie najwyższe prawo. Prałat zamilkł i zakończyliśmy rozmowę” .
Rozmawiałem z Księdzem Kardynałem o dylematach duszpasterskich wobec jakich On biskup i jego kapłani czasem stawali – na przykład o warunkach stawianych przez KPK do godziwego chrztu dzieci. Przyznawał, że niekiedy trudności z wypełnieniem norm KPK są poważne, ale mówił mi, że ostatecznie prawo kościelne wynika z Ewangelii. Chcę być dobrze zrozumiany: nie twierdzę, że Ksiądz Kardynał nie respektował prawa kanonicznego – przeciwnie dbał aby nie było naruszane, ale twierdzę, że w Jego posłudze dominowała biblijna troska, aby „nie zgasić knotka o nikłym płomyku” oraz raczej ewangeliczna postawa miłosiernego Samarytanina, niż surowego sędziego chętnie korzystającego z danej mu przez Chrystusa władzy rządzenia i sądzenia. O ile się orientuję ta postawa dotyczyła tak osób świeckich, jak i duchownych. Współcześnie ten sposób sprawowania posługi biskupiej może nie jest zbyt często spotykany i może nawet budzić irytację, ale jest głęboko osadzony w Tradycji Kościoła. Dzisiaj wiele elementów z tej tradycji zauważam w posłudze i nauce papieża Franciszka. Mam świadomość, że może nie wszyscy kapłani zgodzą się z taką charakterystyką – spotkałem się także z opiniami, że Ksiądz Kardynał był apodyktyczny, nie znosił sprzeciwu. Ale odpowiem krótko pytaniem, na które każdy może odpowiedzieć w swoim sumieniu: – A może w tych wypadkach, gdy Ksiądz Kardynał był twardy, właśnie taki być powinien? Czy czasem nie było tak, że były to sytuacje, gdy On powinien pokazać palcem, co trzeba zrobić?
Inny rys bardzo moim zdaniem charakterystyczny dla osoby Księdza Kardynała i Jego posługi pasterskiej to konkretność w słowach i działaniu oraz realizm w ujmowaniu wiary. Pierwszy Metropolita mińsko-mohylewski był człowiekiem bardzo twardo stąpającym po ziemi, w jego słowach nie dostrzegam egzaltacji, subtelnych wywodów czy niejednoznacznych sformułowań, lecz prosto wyrażane myśli, jednoznaczne sądy i praktyczne wnioski. Takie też było działanie – konkretne, wytrwałe i celowe. Podobna postawa cechowała Jego ujmowanie wiary. Uważał, że wiara w Boga powinna być ujmowana jak najbardziej realnie. Brzmi to jak paradoks, bo wiara w Boga jest tajemnicą i Bóg jest niepojętą dla stworzenia tajemnicą, ale Ksiądz Kardynał uważał, że właśnie dlatego, że Bóg jest tajemnicą, to Jego dotknięcie może się dokonać tylko aktem wiary. Ale, aby tak się stało, to człowiek musi wierzyć nie w abstrakcyjnego Boga, ale w Boga rzeczywiście obecnego w Kościele, bo tylko w Jezusie Chrystusie może dotknąć Boga realnie. Dlatego właśnie dla Księdza Kardynała tak ważny był Kościół rozumiany integralnie, zbudowany na Piotrze i jego następcach, i oparty na Tradycji, gdyż tylko w nim jest obecny realny Bóg, który pozwala się nie tylko wielbić, ale i dotknąć, pozwala zjednoczyć się człowiekowi z Nim. Kościół daje gwarancję, że wiara człowieka, że to w co on wierzy jest prawdziwe i prowadzi do zbawienia. Inne ujmowanie wiary, zdaniem Księdza Kardynała, odstręcza ludzi od wiary w Boga. Miałem okazję podejmować te wątki w czasie rozmowy z Księdzem Kardynałem na temat miłosierdzia Bożego i jego apostołki świętej Faustyny.
Zasygnalizuję jeszcze jedną cechę charakterystyczną dla Księdza Kardynała. Jest nią radykalizm wiary. Uważał, że chrześcijanin nie może iść na kompromisy, że musi wymagać od siebie radykalizmu ewangelicznego. Tę postawę pielęgnował w swoim życiu i jej wymagał. Ale rzecz znamienna: w stosunku do innych był miłosierny – wymagał radykalizmu w wierze, apelował o niego, ale dostrzegał słabość ludzką i nie potępiał, gdy jego zabrakło. Dostrzegał też, że niekiedy brak jest postawy radykalizmu ewangelicznego w życiu Kościoła. Dał temu na przykład wyraz w czasie homilii, którą wygłosił w czasie uroczystości ku czci świętego Stanisława w Krakowie w 2002 roku, gdzie wzywał do radykalnej wiary w Boga i niezłomnej wierności Kościołowi. Dodam, że dla Niego była to homilia bardzo ważna; została dobrze przyjęta przez wiernych, ale chłodno przez środowisko krakowskich intelektualistów.
W tym gronie nie wypada mi, świeckiemu, mówić wiele o Jego trosce o kapłanów. Doskonale wiem, jak wiele od kapłanów wymagał, wiem, że niektórzy zakonnicy uważali, iż nie rozumie specyfiki życia zakonnego, ale też wiem, że rzeczą najważniejszą dla Księdza Kardynała były potrzeby Ludu Bożego. Przytoczę świadectwo kapłana, złożone w czasie rozmowy ze mną: „Poprosiłem o błogosławieństwo. Ksiądz Kardynał ubrał się dla mnie w szaty liturgiczne! Młodego szczeniaka! Aby mnie pobłogosławić! Ubrał się, bo On księdza przyjmuje! Bo dostał do pracy księdza. Ja byłem młody, wtedy tego nie rozumiałem. Ale dziś patrzę na to inaczej. To jest postawa więcej niż biskupa, to postawa, ojca, pasterza zatroskanego o owczarnię. On pytał mnie tylko o jedno: – Ale czy ty chcesz tu pracować? Czy chcesz tu zostać? Odpowiadałem: – Księże Kardynale na ile potrafię, na ile umiem. A co ja wtedy umiałem?! Niewiele umiałem. Co ja miałem, cztery lata kapłaństwa dopiero. Ale chciałem. I Ksiądz Kardynał powiedział. – Od dziś jesteś pasterzem Ludu Bożego. I skierował mnie na parafię. Jak On walnął mi wtedy przemowę… Z niej do dziś brzmi mi tamto: „Jesteś pasterzem Ludu Bożego”. Nie wiem, czy każdy z tu obecnych kapłanów miał podobne doświadczenia, ale to i inne zebrane przeze mnie świadectwa ukazują Księdza Kardynała, jako biskupa nade wszystko zatroskanego o swoją owczarnię.
Jeszcze dwa krótkie świadectwa kapłanów, aby przypomnieć Jego „bycie dla” kapłanów. „Byłem pod wrażeniem pokory, otwartości i serdeczności ks. abp Kazimierza Świątka dla nas kapłanów. I wielkiej Jego pracowitości. W tym czasie on był i biskupem, i kanclerzem i Ojcem Duchownym i jednoosobową kurią – wszystkie potrzebne dokumenty miał w teczce. A jednak miał porządek i porządku wymagał. I zawsze był uśmiechnięty, mimo, że miał swoje lata, że przeszedł łagry, nigdy nie dał poznać, że coś go boli. Byłem też pod wrażeniem Jego prostoty. Wielokrotnie byłem też w Jego domu w Pińsku. I muszę powiedzieć, że dla nas, księży z Polski, prostota i ubóstwo domu, w jakim żył były szokujące. Nigdy też nie spotkałem się by okazał zniecierpliwienie, gdy mówiliśmy mu o swoich kłopotach”. I drugie świadectwo. „Zdarzyło się kilkakrotnie, że musiałem zadzwonić w nocy. Przedstawiałem sprawę. Ksiądz Kardynał słuchał. Potem zwykle mówił: Zadzwoń rano o dziesiątej. Odkładałem słuchawkę, a On działał. Gdy dzwoniłem o dziesiątej już mówił, co trzeba zrobić, albo, że już sprawę załatwił. Czasem mówił, że wysyła kogoś, kto sprawę załatwi”.
Ksiądz Kardynał na ogół z wielkim uznaniem mówił mi o swoich kapłanach. O jednym powiedział, że oszalał dla Chrystusa.
Teraz dotknę kilku kwestii, które wywoływały polemiki w Polsce, ale też chyba i tu kontrowersje, i które – moim zdaniem – są ważne w zrozumieniu osoby Księdza Kardynała.
Pierwsza to „konserwatyzm” Księdza Kardynała w zakresie duszpasterstwa. Sądzę, że opinia ta wynikała w znacznej mierze ze zderzenia się dwóch nie przystających do siebie modeli Kościoła. Tego, który był w Polsce i w którym wyrośli tamtejsi kapłani, z tym, który był na Białorusi, który był mocno osadzony w pobożności i tradycji Kościoła jeszcze sprzed II wojny światowej, podczas gdy w Polsce wykształciły się już liczne nowe formy duszpasterstwa i nowe formy pobożności. Nie wartościuję lepsze czy gorsze, ale na pewno inne. Nie bez znaczenia było też to, że kapłani i siostry zakonne z Polski nie mieli czasu i możliwości poznania specyfiki kulturowo-społecznej Białorusi przed wyjazdem do pracy tutaj. Stąd też niekiedy inne były oczekiwania wiernych i przybyłych tutaj. Ksiądz Kardynał zaś zgodnie ze swoją filozofią nie chciał utracić niczego z tego co zachował Kościół w ucisku, gdyż uważał, że jest to niezbędne dla zachowania tożsamości tutejszego Kościoła i, ze względu na dobro wiernych, wolał wprowadzać nowości bardzo ostrożnie. Podobnie, co prawda w zupełnie innych okolicznościach, postępował w Polsce Ksiądz Prymas Wyszyński wprowadzając reformy po Soborze Watykańskim II i przeprowadził Kościół w Polsce bez wstrząsów w nowe czasy. Mam wrażenie, że podobnie stało się na Białorusi dzięki ostrożnej postawie Księdza Kardynała. Pozwolę sobie dodać, że uważam, iż Kościół na Białorusi powinien kultywować wszystkie, tak pięknie przechowane formy ludowej pobożności. Chcę jednak podkreślić, że Metropolita Mińsko-Mohylewski nie miał żadnych złudzeń, że system sowiecki w sferze duchowej wywarł destrukcyjny wpływ na wszystkich – także katolików. Powiedział mi: „Ksiądz profesor Tischner używał bardzo dobrego określenia homo sovieticus – człowiek sowiecki. Ale tu u nas homo sovieticus to nie tylko funkcjonariusze partyjni albo członkowie partii. Nie. Moi wierni, moi kapłani, są homo sovieticus. Owszem, kapłan skończył szkołę, seminarium, formację. Ale jego myślenie zawiera formuły sowieckie. Ja sam jestem homo sovieticus, bo przez tyle lat, jakieś elementy systemu sowieckiego mogły przeniknąć do mojego sposobu myślenia” . Uważał, że sowieckie elementy myślenia, są zakorzenione tak głęboko, że „ trzeba kilku pokoleń żeby to wyplenić. I tu właśnie jest wielka misja Kościoła katolickiego. Nie tylko nauczyć „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Mario” i uklęknąć, wyspowiadać się i komunię przyjąć i przybyć na mszę, i dziecko ochrzcić, i wziąć ślub... Ale żeby w swojej mentalności nie posługiwać się kategoriami materialistycznymi, nie posługiwać się dialektyką sowiecką” .
Druga kwestia wokół, której narosło sporo nieporozumień dotyczy problemu języka w Kościele na Białorusi. W Polsce podnoszone były zarzuty wobec Księdza Kardynała, że w okresie sprawowania przez Niego urzędu Metropolity zaniknął w kościołach język polski. Z kolei na Białorusi zarzucano Mu, że polonizuje wiernych. Uważam, że oba zarzuty są całkowicie nieprawdziwe. Ksiądz Kardynał był Polakiem, był dumny, że jest Polakiem, nigdy tego nie krył – ani przed NKWD, ani przed demokratycznymi władzami Białorusi, które bardzo niemądrze i krótkowzrocznie oceniały Księdza Kardynała . Patriotyzm wyniósł On z domu - jego ojciec zginął broniąc Wilna przed bolszewikami w 1920 roku, a Matka nauczyła go dumy z bycia Polakiem. I chciał, aby Polacy tu na Białorusi zachowali swoją tożsamość narodową. Jako Polak zaangażował się w 1990 roku w tworzenie Związku Polaków na Białorusi. Chciał też, aby bez przeszkód we własnym języku Polacy mogli się modlić prywatnie i publicznie w kościołach i katedrach biskupich. I sam w katedrze pińskiej niemal w każdą niedzielę sprawował w swoim ojczystym języku Mszę świętą. Ale tylko tu, w tej katedrze – uważał to za swój przywilej, w innych miejscach sprawował Msze święte w obu językach. Cierpiał też bardzo, mówił mi o tym, gdy niestety zdarzały się przypadki, że w czasie katechez dzieci z polskich rodzin zmuszane były przez przybyłe z Polski siostry lub księży, do modlitwy w języku białoruskim. Z bólem obserwował też, że w katedrze pińskiej coraz mniej osób jest na Mszach świętych sprawowanych w języku polskim, a coraz więcej na tych w języku białoruskim. Ale to przecież Ksiądz Kardynał zarządził, aby w każdej parafii przynajmniej jedna Msza święta w niedzielę sprawowana była w każdym z języków zgodnie z potrzebami wiernych. Proces zmniejszania się liczby wiernych na nabożeństwach w języku polskim wynikał z procesów społecznych zachodzących poza Kościołem, nie miejsce tu na ich analizę – pomijam zdarzające się nieliczne, choć bolesne nadużycia ze strony niektórych kapłanów, zmuszania wiernych do liturgii w języka białoruskim. Chociaż był gorącym polskim patriotą, to uważał, że nie jest rolą Kościoła rozwijanie tożsamości narodowej Jego rodaków. Rolą Kościoła jest głoszenie Chrystusa wszystkim. Rozmawiałem o tym z Księdzem Kardynałem i powiedział wprost: „Jest to problem złożony, bo wielu katolików nie zna też białoruskiego, ale dziś język białoruski w Kościele jest koniecznością. Wynika z potrzeb wiernych”. Tak więc zarzut polonizacji jest całkowicie chybiony. Przeciwnie – w rozmowach ze mną Ksiądz Kardynał dzielił się obawami, że Polacy na Białorusi nie zdołają zachować swojej tożsamości, przy obecnej bierności tej społeczności.
Prawdziwe są natomiast, choć tak niedoceniane, zasługi Księdza Kardynała w rozwoju języka białoruskiego poprzez decyzję o wprowadzeniu go do liturgii, powołanie Komisji ds. tłumaczeń i wydawanie licznych periodyków w języku białoruskim.
Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, na jeszcze jeden – niedoceniany na Białorusi, jak mi się wydaje – aspekt posługi biskupiej Księdza Kardynała. Otóż Kardynał Świątek ma wielkie zasługi w budowaniu obrazu tutejszego Kościoła na forum Kościoła powszechnego. Zawsze podkreślał samodzielność tego Kościoła, podkreślał jego własną tożsamość i domagał się respektowania należnego mu miejsca na równi z innymi Kościołami partykularnymi. To samo czynił udzielając wywiadów dla prasy zagranicznej czy wygłaszając przemówienia.
Równie niedoceniane są tutaj zasługi Księdza Kardynała dla postrzegania Białorusi w świecie, jako samodzielnego państwa.
Nie będę wkraczał tu w relacje państwo-Kościół, ale pozwolę sobie zasygnalizować dwa aspekty z tym związane: mimo ostracyzmu i poniżania Go w pierwszych latach posługi biskupiej, stawiania absurdalnych zarzutów i późniejszych wielu kłopotów, Ksiądz Kardynał wywalczył szacunek dla siebie i Kościoła. Ale też potrafił zauważyć i docenić to, że państwo białoruskie nie szerzy ateizmu. Mówił mi: „ Wszystko można powiedzieć o prezydencie Łukaszence, który sam określa się, jako prawosławny ateista, i obecnych władzach. Nie można powiedzieć jednego: że prezydent i władze prowadzą propagandę antyreligijną. Nic takiego nie występuje. Nie ma walki z religią” .
Pozwolą Państwo, że teraz na chwilę zatrzymam się przy dwóch postaciach bardzo ważnych dla Księdza Kardynała. Biskupie Zygmuncie Łozińskim i Janie Pawle II.
Ksiądz Kazimierz Świątek tu na ziemi miał jednego mistrza – biskupa Łozińskiego. Pytałem Go o to wprost, potwierdził to, i dodał, że nie musiał mieć innych. Znana jest szczególna więź Księdza Kardynała ze Sługą Bożym Zygmuntem Łozińskim i nie będę tematu rozwijał. Chcę zwrócić jednak uwagę, na jeden aspekt: analiza porównawcza posługi biskupiej pierwszego biskupa pińskiego i ks. Kazimierza Świątka wskazuje wyraźnie, że Ksiądz Kardynał szedł po śladach swego poprzednika. Biskup Łoziński był dla niego nie tylko - cytuję „orędownikiem u Tronu Bożego” i kierownikiem duchowym, ale też na wielu polach na Jego wzór starał się On sprawować posługę biskupią.
Drugą ważną postacią dla Księdza Kardynała był Jan Paweł II. Moje rozmowy z Księdzem Kardynałem i inne świadectwa prowadzą mnie do wniosku, że abp Kazimierz Świątek widział w Janie Pawle II przed wszystkim Najwyższy Autorytet. Dla Niego papież to nie tyle biskup Rzymu, co raczej Wikariusz Chrystusa, nie jeden z członków Kolegium biskupiego, ale Piotr, który przewodzi, rozstrzyga i decyduje, i któremu należy się część i pełne posłuszeństwo, a jego decyzje nie podlegają dyskusji. Cześć i posłuszeństwo papieżowi, bez żadnych przymiotników, były dla Księdza Kardynała jednym z wymiarów wierności Kościołowi i Chrystusowi. A także wyrazem poddania się woli Boga i Jego Opatrzności. Nie oznacza to, że nie miał krytycznego spojrzenia, na niektóre decyzje Watykanu. A przy tym wszystkim Ksiądz Kardynał Świątek po prostu papieża kochał jak syn ojca. I był Janowi Pawłowi bezgranicznie wdzięczny za ustanowienie struktur kościelnych na Białorusi. Uważał bowiem, że bez tego katolicyzm na Białorusi zanikłby całkowicie. Brak mi czasu, aby przytaczać tu wyznania Księdza Kardynała o ostatnich Jego spotkaniach z Janem Pawłem II. Powiem tylko, że wspominając te chwile, Ksiądz Kardynał był tak wzruszony, że nie mógł mówić.
W tym miejscu wspomnę o Jego dwóch niepowodzeniach, czy raczej niezrealizowanych pragnieniach. Były to beatyfikacja Sługi Bożego biskupa Zygmunta i wizyta Jana Pawła na Białorusi. Ksiądz Kardynał bardzo starał się, aby ziściły się oba pragnienia. Ale – jak mi powiedział – „wola Boża była inna” i jej się podporządkował, ale przeżywał to bardzo.
Jego Ekscelencja Ksiądz Biskup Jerzy przedstawił tu duchowość Księdza Kardynała. Pozwolę sobie tylko dodać, że w Jego duchowości poza czcią do Matki Bożej – różaniec był częścią życia Księdza Kardynała – wyznawania w praktyce wiary w świętych obcowanie poprzez osobistą relację z biskupem Łozińskim, miał On także wielkie nabożeństwo do Ducha Świętego. Zawdzięczał je swojej Matce, które Go tego nauczyła. Jak mi wyznał codziennie modlił się do Ducha Świętego i prosił Go o światło przed każdą ważniejszą decyzją. Spośród przymiotów Pana Boga Ksiądz Kardynał szczególnie podkreślał Jego dobroć. Zauważmy, że nie mamy tu do czynienia z prostym odniesieniem do Traktatu o Bogu Trójjedynym wykładanym na kursie teologii dogmatycznej. Dobroć Boga sławił bowiem Człowiek, który przeszedł piekło na ziemi. W tej perspektywie otwieramy się na tajemnicę heroicznej wiary Księdza Kazimierza Świątka i tajemnicą Bożego Miłosierdzia, które pozwala dostrzec dobroć Boga w sytuacjach granicznego doświadczenia. Uprawnione jest tu przywołanie Księgi Hioba, który poddany cierpieniu nie odstąpił od dwóch pewników: wiary w swoją niewinność i swej więzi z Bogiem. Zauważmy jednak, że nie była to dominująca postawa w XX wieku. Bardzo liczne w kulturze światowej XX wieku są świadectwa ludzi, którzy przeszli przez piekło niemieckich i sowieckich obozów koncentracyjnych i zwątpili, stracili wiarę, nawet przeklinali Boga. Poszli drogą Iwana Karamazowa z powieści Dostojewskiego.
Na koniec parę słów na temat moich rozmów na temat przyszłości Kościoła na Białorusi. Ksiądz Kardynał nie miał wątpliwości, że Kościół będzie się rozwijał. Miał świadomość, że Jego następcy wprowadzą zmiany w stylu sprawowania posługi biskupiej, ale sądził, że najważniejsze kierunki przyjęte w okresie Jego rządów zostaną zachowane oraz będą realizowane zadania przyjęte w czasie Synodu trzech diecezji. Za najważniejsze zadanie i wyzwanie na przyszłość uznawał rozwijanie powołań kapłańskich i zakonnych. Uważał, że współcześnie jest to o wiele trudniejsze niż niegdyś, ze względu na absolutyzowanie w kulturze człowieka i jego wolności.
Ksiądz Kardynał miał świadomość, że wraz z Jego odejściem zamknie się pewien etap w historii Kościoła na Białorusi, etap heroicznej walki o wiarę katolicką. Przyjdzie czas spokojniejszego wzrastania Kościoła. Mówił mi, że prosi Pana Boga, aby nowe pokolenia miejscowych kapłanów nie uległy ułudzie, że wstąpienie do seminarium jest pierwszym etapem na drodze osobistej kariery. Bardzo chciał, aby młodzi kapłani szli drogą biskupa Zygmunta Łozińskiego, drogą – cytuję – „pełnego ofiarowania bez reszty siebie w służbie Kościoła” .
Szanowni Państwo!
Ksiądz Kazimierz Świątek był przez siedemdziesiąt dwa lata był pasterzem Ludu Bożego na tej ziemi. Przez dwadzieścia lat troszczył się o owce Chrystusowe jako biskup. Jego posługę najpełniej i najlepiej charakteryzuje proste stwierdzenie: Był świadkiem Chrystusa. Wypełnił słowa Chrystusa skierowane do Apostołów w Dzień Wniebowstąpienia „będziecie moimi świadkami (..) aż po krańce ziemi” .
Za kilka dni minie sto lat od dnia urodzin, a za półtora roku minie pięć lat od śmierci Kazimierza Świątka. Mam nadzieję, że wówczas Jego Ekscelencja Biskup Piński uzna za wskazane otworzyć proces beatyfikacyjny kapłana, biskupa i kardynała, który tak bardzo ukochał tę ziemię.
Dziękuję za uwagę.


Pińsk, 29 września 2014 roku.

Справаздача з навучальнага года 2013/2014

Урачысты пачатак мінулага навучальнага года адбыўся 1 кастрычніка 2013 года. Інаўгурацыную лекцыю для нас правёў ксёндз Філіпа Чампанэлі, Першы Сакратар Апостальскай Нунцыятуры ў Беларусі. Чарговы этап фармацыі афіцыйна распачалі 22 семінарыста (11 з Мінска-Магілёўскай архідыяцэзіі, па 5 з Віцебскай і Пінскай дыяцэзій і 1 брат з Ордэна Кармелітаў Босых).
Рэкалекцыі, якія адбыліся з 16 па 20 верасня, служылі імпульсам для чарговага года фармацыі не толькі ў духоўным вымярэнні. Яны паказалі агульны накірунак узрастання да святарства на ўсіх узроўнях прадугледжаных Ratio studiorum. Духоўныя практыкаванні, такія як, дні духоўных разважанняў, Велікапосныя рэкалекцыі, павінны былі стаць своеасаблівым рахункам сумлення з працэсу гэтага ўзрастання на працягу года.
Навучальны год 2013/2014, як звычайна, складаўся з двух семестраў і двух залікова-экзамінацыйных сесій. Сярэдняя адзнака студэнтаў за мінулы навучальны год склала прыкладна 4,4 балаў.
Падчас І семестра нашу супольнасць пакінулі Аляксандр Даўжук і Яўгеній Пархімовіч, а ў ІІ семестры Павел Шыцікаў і Андрэй Сантоцкі. Таксама на акадэмічны адпачынак быў накіраваны Антон Анціпенка.
Змены адбыліся і адміністрацыі семінарыі: кс. Юрый Хіневіч пачаў выконваць функцыі эканома семінарыі і прэфекта па дысцыпліне.

І некалькі датаў з нашага мінулагодняга жыцця:
22 верасня святарскае пасвячэнне прыняў наш выпускнік Павел Ярашэвіч.
12 кастрычніка дыяканскае пасвячэнне прыняў бр. Павел Герман, Кармеліт Босы, 9 лістапада Юрый Дрозд, а 7 снежня Мікалай Гракаў, Раман Суша і Віталій Стрыга.
21 кастрычніка мы пачалі год прысвечаны Кардыналу Казіміру Свёнтку, аднавіцелю і першаму пасля аднаўлення Рэктару нашай духоўнай навучальнай установы.
10 лістапада чацвёра нашых братоў з трэцяга курса атрымалі права нашэння духоўнай вопраткі – сутаны.
24 лістапада семінарысты выехалі ў розныя парафіі нашай Бацькаўшчыны, каб асабіста абвяшчаць Валадарства Хрыста, а таксама, каб прасіць вернікаў аб малітоўнай і матэрыяльнай дапамозе.
20 снежня ўся супольнасць перажывала семінарыйную вігілійную сустрэчу.
22 студзеня адбылася калядная візітацыя, якую здзейсніў ксёндз біскуп Пінскі Антоній Дзям’янка.
25 студзеня ў Мінску адбылося біскупскае пасвячэнне нашага шматгадовага выкладчыка кс. Юрыя Касабуцкага.
28 студзеня 2014 года студэнты, выкладчыкі і супрацоўнікі семінарыі ўрачыста адзначылі патранальнае свята – дзень святога Тамаша Аквінскага.
21 сакавіка ў семінарыі адбылося ўдзяленне паслугаў лектарату і акалітату. У якасці кандыдатаў на прыняцце былі прадстаўлены восем семінарыстаў: чатыры кандыдата да паслугі лектарату і чатыры – да паслугі акалітату.
3 мая прэзбітэрскае пасвячэнне прыняў наш выпускнік Іван Кароткін. Ужо 20 мая ён цэлебраваў прыміцыйную Імшу для нашай супольнасці.
9 мая некаторыя семінарысты ўдзельнічалі ў пілігрымцы з Пінска ў Лагішын.
16 мая семінарысты ўдзельнічалі ва ўрачыстасцях, прысвечаных св. Андрэю Баболі ў Янаве і ў пасвячэнні вуглавога каменя касцёла ў Драгічыне.
14 чэрвеня адбылося прыэзбітэрскае пасвячэнне бр. Паўла Германа, 21 чэрвеня Рамана Сушы, а 24 чэрвеня Юрыя Дразда.
18 чэрвеня кс. біскуп Антоні Дзям’янка прыняў аднаго нашага брата з VІ курса ў шэраг кандыдатаў да пасвячэння.
У 2013/2014 навучальным годзе сваю фармацыю да святарства ў Міждыяцэзіяльнай вышэйшай каталіцкай духоўнай семінарыі імя св. Тамаша Аквінскага скончылі 7 семінарыстаў. Шасцёра з іх здабылі ступень магістра тэалогіі на Каталіцкім універсітэце Яна Паўла ІІ ў Любліне.

Дакументы і экзамен

Міждыяцэзіяльная вышэйшая каталіцкая духоўная семінарыя

ім. св. Тамаша Аквінскага ў Пінску праводзіць прыём кандыдатаў

на 2017/2018 навучальны год.


Семінарыя як вышэйшая навучальная установа Рымска-Каталіцкага Касцёла дае неабходныя веды і развівае якасці патрэбныя для плённага служэння людзям і Касцёлу ў якасці святара. У працэсе падрыхтоўкі клерыкі вывучаюць філасофскія і тэалагічныя прадметы, а таксама замежныя мовы і дапаможныя дысцыпліны. Акрамя інтэлектуальнай падрыхтоўкі і духоўнага фарміравання прадугледжана літургічная практыка ў парафіях.


ПРЫЁМ ДАКУМЕНТАЎ

Рэктарат семінарыі:

1 чэрвеня – 10 жніўня 2017 г. з 10.00 да 17.00 (акрамя нядзеляў і ўрачыстасцяў),

г. Пінск, вул. Леніна, 16, тэл.: 8-0165 65 41 45; +375 25 604 41 86; +375 29 7273198.

Мінска-Магілёўская архідыяцэзія:

па папярэднім запісе 1 чэрвеня – 20 ліпеня 2017 г. з 10.00 да 17.00 (акрамя нядзеляў і ўрачыстасцяў),

г. Мінск, вул. Рэвалюцыйная, 1а, тэл. 8-029 553 90 76 кс. Дзмітрый Пухальскі

Віцебская дыяцэзія:


па папярэднім запісе 1 чэрвеня – 20 ліпеня 2017 г. тэл. 8-029 884 54 82 кс. Мікалай Ціхановіч

Кандыдаты ў семінарыю павінны прадставіць наступныя дакументы:00
Уласнаручна напісаная заява аб прыняцці ў семінарыю з матывацыяй свайго рашэння.
Уласнаручна напісанная аўтабіяграфія.
Атэстат аб сярэдняй адукацыі альбо дыплом аб заканчэнні іншай навучальнай установы.
Пасведчанне аб сакрамэнце хросту.
Пасведчанне аб сакрамэнце канфірмацыі.
Пасведчанне аб удзеле ў катехезе.
Характарыстыка ад пробашча.
Медыцынская даведка для паступлення ў ВНУ.
Пашпарт і яго ксеракопія (старонкі 31-33).
Ваенны білет (прыпісное пасведчанне) і яго ксеракопія.
4 фотаздымкі (3х4 см.).

Кандыдат павінен быць практыкуючым католікам (не менш, чым тры гады) і валодаць неабходнымі якасцямі для будучага святарскага служэння.

УСТУПНЫ ЭКЗАМЕН

      Уступны экзамен адбудзецца 10 ліпеня а 9 гадзіне і 10 жніўня а 9 гадзіне ў Міждыяцэзіяльнай вышэйшай каталіцкай духоўнай семінарыі імя св. Тамаша Аквінскага па адрасу: Брэсцкая вобласць, г. Пінск, вул. Леніна, 16. Можна прыехаць напярэдадні, папярэдне паведаміўшы па тэл. 8-0165 65 41 45 альбо 8-025 604 41 86.
      Кандыдат павінен паказаць свае веды па асноўных тэмах з катэхізіса і актуальнага жыцця Каталіцкага Касцёла.

Кантакты

Леніна 16, 
225710, г. Пінск, Брэсцкая вобл.

Тэл. для даведак: (0165)65 41 45;      +375 256 044 186
Для лістоў:  Гэты адрас электроннай пошты абаронены ад спам-ботаў. У вас павінен быць уключаны JavaScript для прагляду.

Супольнасць ў сацыяльных сетках: